Wkroczenie do nowego świata fantasy, to przede wszystkim ogarnięcie tych wszystkich nazw, zasad rządzących światem i rozeznania się w polityce. W “Bibliotece Amorlin” tego nie brakuje – ale spokojnie, wszystko idzie ogarnąć.
Kiedy już wiedziałam co, jak i gdzie, to nie mogłam przestać jej czytać. Ta historia jest niemal nieodkładalna, a ten slow burn… jestem pod wrażeniem. Mamy również motyw od niechęci do miłości, bo nie nazwałabym ich wrogami, co jest ważne i myślę, że warto to podkreślić.
Uwielbiam ten niebezpieczny świat, pełen intryg i ciekawych bohaterów, którzy swoje w życiu przeszli – choć nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale dzięki temu czułam się jak na ciągłym rollercoasterze emocji.
Aelin może się schować przed Kasirą i jej przebiegłością, a mówię to z pełnym szacunkiem i miłością. Od razu zapałałam do Kas sympatią i na pewnym poziomie się z nią utożsamiałam. Jej dotychczasowe życie ukształtowało ją tak, jak ukształtowało i to czyni ją jedną z lepszych bohaterek żeńskich, które miałam okazję poznać w tym roku.
Allaster za to jest typem samotnika i gbura, ale nie mogłam nie pokochać go od pierwszych stron. Jego cięte riposty, miłość do Biblioteki i bestii, ale również wielka odpowiedzialność uczyniły go idealnym nauczycielem i przyjacielem dla Kasiry, ale objął też funkcję jej przewodnika (coś w tym rodzaju).
“Bibliotekę Amorlin” czyta się bardzo szybko. Kiedy ją zobaczyłam trochę przestraszyłam się ilości stron, ale Wydawca zadbał o komfort moich biednych oczu i postawił na dobrą czcionkę (a nie na mikruski), więc oprócz świetnej fabuły, mamy też stronę techniczną na 5+!
Jestem zakochana w tej historii, którą żyłam i oddychałam przez 2 dni, a chociaż trochę już minęło, to przez cały czas o niej myślę. Cudowna historia podnosząca na duchu, która była tkliwa, ale nie ckliwa. Jednocześnie pełna akcji, ale też w jakiś sposób spokojna i wyważona.
Wiedziałam, że będzie dobra, ale nie spodziewałam się, że aż tak! 🩵
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Lumivera


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz