„Bloodguard” Cecy Robson, Wydawnictwo StoryLight 2026
współpraca reklamowa z Wydawnictwem StoryLight!
„Bloodguard” Cecy Robson, Wydawnictwo StoryLight 2026
współpraca reklamowa z Wydawnictwem StoryLight!
Byłam święcie przekonana, że pierwszej dylogii w serii nic nie przebije. Raihn był moim ucieleśnieniem marzeń i może właśnie dlatego tak zwlekałam z przeczytaniem “Słowika…”?
Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałam, co autorka może wymyślić. No bo co? Epicka bitwa już była, bohaterowie mieli swoje szczęśliwe zakończenie… Ah, naiwna ja 😂 Broadbent sięga po znany już motyw podróży przez piekło, więc jest ciekawie 😜
Ale cóż to były za emocje! “Słowik…” naszpikowany jest akcją, kolejnym dworem wampirów (Zrodzeni z Krwi), ale przede wszystkim to, jak autorka tworzy bohaterów – moje skamieniałe serce rozpadło się na miliony kawałków (i nie tylko moje 🫠).
Bardzo lubię motyw fanatyzmu religijnego i zdejmowania tych różowych okularów a tutaj to otrzymałam z nawiązką. Mamy bohaterów, którzy przeżyli niejedno, są poturbowanymi duszami w trudnym, okrutnym świecie wampirzej polityki. Mische jest dosłownie Pijącą Światło, ale też jasnym, optymistycznym promykiem, światłem w ciemności, miłością na dwóch nogach, wybawicielką, pocieszycielką. I choć nie lubię aż tak altruistycznych postaci, to ją uwielbiam (zresztą uwielbiałam już w poprzedniej dylogi).
Ale Asar… Och, Cassian ma zdecydowanie konkurencję, bo ten typ nie tylko przebił Raihna w rankingu, ale jeszcze zbliża się niebezpiecznie do podium! Może nie do końca to dokładnie ten typ mojego bohatera, ale coś czuję, że to ideał ❤️
Romans, ach, romans. Autorka zdecydowała się na slow burn z dość ciekawym aspektem przyciągania. To coś pierwotnego, więc tym bardziej interesuje mnie rozwinięcie. Ta dwójka rozumiała się na jakimś innym poziomie, a ja chcę dowiedzieć się więcej! I więcej! (Więcej…)
Polecam, bo to fenomenalna przygoda, epicka seria i moja wielka miłość (w końcu miłość do wampirów nigdy nie rdzewieje) 🧡
“Zabić wampirzego najeźdźcę” to dodatek do serii, który może nie jest super potrzebny, aby zrozumieć fabułę (przynajmniej na razie), ale czymże jest potrzeba dla uniwersum względem genialnej zabawy i pełnej emocji przygody?
Nie wiem, czy bardziej wolę ten świat, bohaterów czy kapryśnych bogów, ale z każdą przeczytaną książką z tego uniwersum ogarnia mnie coraz większe szaleństwo.
W przypadku historii Syliny i Atriusa poznajemy nowych wyznawców kolejnej boginii, ale też kolejny kawałek świata, a główny cel bohaterów wszystkich tomów coraz bardziej się klaruje (chociaż mogę się mylić). Nie jest, co prawda, tak skrupulatnie rozbudowana jak w głównych dylogiach, ale w niczym to nie przeszkadza.
Podoba mi się to, że nawet jeśli autorka tworzy enemies to lovers, to bohaterowie nie są głupio zaślepieni nienawiścią, tylko mają swoje powody, ale też nie są irracjonalnie nastawieni tylko na jedno.
współpraca reklamowa przy "Słowik i serce z kamienia" z Wydawnictwem Hype!
„Cash” Jessica Peterson, Wydawnictwo Uniesienia 2026
Jak ja uwielbiam historie o kowbojach! A “Cash” tylko utwierdził mnie w przekonaniu, jak magiczne potrafią być takie historie! 💚
Przyznam jednak, że nie spodziewałam się, że książka będzie tak niecodziennie mądra i ciepła – chociaż spicy i hot też jest, ale w ten naturalny sposób, który przyspiesza bicie serca. Może autorka nie odkrywa w niej niesamowitych prawd życiowych, ale czasem wystarczy porozmawiać z drugą osobą, która przeżyła coś podobnego.
I to właśnie urzekło mnie w tej historii najbardziej – że bohaterowie ze sobą rozmawiali, że nie rzucali się w wir uczuć (chociaż to też) i nie zostawiali siebie na lodzie, ale myśleli, czuli, chcieli i wspierali siebie nawzajem. I oby każda historia braci Rivers taka była 🙏
Na początku nie byłam do końca przekonana do głównych bohaterów. Ta ich obopólna niechęć i nienawiść, jakoś mi nie siedziała, ale autorka dość zgrabnie wybrnęła z tych trudnych uczuć i to jak w gruncie rzeczy były powierzchowne, bo ani Mollie, ani Cash nie siebie nie znali.
A ich miłość była urocza, słodka, 🌶️🌶️🌶️ i naprawdę zabawna (ale ja mam taki humor, więc to zupełnie normalne). Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a postaci drugoplanowe też nieźle dokazywały i tworzyły zgrabne tło.
Ja jestem zakochana i z przyjemnością sięgnę po więcej. Czytałam ją bardzo szybko, nie mogłam się od niej oderwać i uśmiech nie schodził mi z twarzy!
Naprawdę powinniśmy dostawać więcej kowbojów! 🤠
współpraca reklamowa z Wydawnictwem Uniesienia
“Wspaniałe, cudowne życie” to najlepsza czy najgorsza książka Emily Henry? Nie mnie to oceniać w tej chwili, ale jeśli inne jej książki są choć w ułamku tak dobre jak ta, to mogę sobie tylko pluć w brodę, że nie poznałam ich wcześniej.
Szczerze? Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem rozkleiłam się na książce. Nie pamiętam też, kiedy jakaś historia wzięła kawałek układanki, o którym nie miałam pojęcia, że go brakuje i ułożyła go dokładnie tam, gdzie trzeba.
I nie, nie spodziewałam się rom-comu, ale też nie spodziewałam się łez. Podeszłam do najnowszej historii Henry z optymizmem, ale również ostrożnością, tak jak to każdego hitu i do każdego popularnego autora. Jednak dość szybko autorka wzbudziła moją ciekawość, a każdy następny rozdział czytało mi się coraz lepiej.
“Wspaniałe, cudowne życie” to romans, który odstaje nieco od aktualnych trendów, pod względem natury związku bohaterów (mniej fizyczności, więcej świadomości), ale też tego, że nie jest to historia tylko o głównej parze, ale też o pewnej rodzinie.
Historia napisana jest w przyjemny, niemal gawędziarski sposób, a Alice, główną bohaterkę, tak łatwo jest polubić! Jest rezolutna, optymistyczna i nie zrażają jej początkowe krzywe spojrzenia Haydena, bo ona widzi więcej, a przynajmniej się stara.
Książka nieco przypominała mi “Rzeczy, których nie dokończyliśmy” Rebekki Yarros, ale nie w ten druzgocący życie sposób, ale i tak wylałam kilka łez – z powodu niesprawiedliwości (ogólnej i wobec bohaterów), ale również ze wzruszenia i wielkich emocji. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że autorka jest też oszczędna w słowach i stawia na prostotę, ale dzięki temu historia jest dobitniejsza.
Emily Henry mnie zaskoczyła, bardzo pozytywnie, a to nie zdarza się często. Jestem oczarowana i potrzebuję więcej!
Cała koncepcja książki opiera się na tym, że Maggie, główna bohaterka, budzi się w świecie ze swojej ukochanej serii fantasy – tutaj byłam kupiona już po opisie, ponieważ uwielbiam takie historie (jak się okazało, trafnie nazywa się to portal fantasy).
Książka reklamowana jest jako miks Outlandera i Gry o tron, więc jako, że kocham obie serie/seriale, to nie mogłam przejść obojętnie. Tak, można kilkukrotnie zauważyć podobieństwa do GoT, co uwielbiam, że autorzy poszli o krok dalej i obdarzyli głowy wielkich rodów mocami magicznymi – więc jest moc, jest walka o władzę i jest impreza.
Będę za nim tęsknić. Nie, te słowa nie oddawały nawet w najmniejszym stopniu tego, co czułam. Brak jego obecności mógł wyrwać dziurę w moim życiu. Zajmował w nim tak wiele miejsca, był jednocześnie zagrożeniem i moją ostoją bezpieczeństwa.[...]
Maggie, chociaż w nowym świecie nie wciela się w nikogo szczególnego, to jej wiedza daje jej swego rodzaju władzę – zna sekrety i (poniekąd) przyszłość fikcyjnych bohaterów. Uwielbiam jej postać, ponieważ jest silna, inteligentna, ale też ma łeb jak sklep do intryg politycznych i niełatwo ją zaskoczyć. Nie da się jej nie pokochać!
Bohaterów mamy kilku, którzy się liczą, a nazwisk jest jeszcze więcej (jeśli czytaliście/oglądaliście GoT, to mieliście przedsmak). Maggie znajduję rodzinę w niepewnej sytuacji, każdy jej ruch jest obserwowany, a niemal każdy krok jest krokiem w nieznane.
Pieprzyć przyszłość. Jeśli tu wrócę i zobaczę, że cię nie ma, zrównam to cholerne miasto z ziemią.[...]
Mamy wątek romantyczny i to jaki! Piałam z zachwytu! Mocne slow burn, ale chyba się starzeję, ponieważ coraz bardziej ten motyw do mnie przemawia (żartuję, UWIELBIAM GO!). Szczerze? Można to uznać za fantasy z wątkiem romantycznym, może lekkie romantasy? Pożyjemy, zobaczymy – ja wezmę wszystko!
Jest genialna, cudowna, pełna intryg i emocji, ale również złamanych serc i zemsty.
Ale najważniejsze jest to, że właśnie po zakończeniu książki od razu poleciałam kupić inne książki tego duetu!
współpraca z Wydawnictwem SQN Imaginatio
