Byłam święcie przekonana, że pierwszej dylogii w serii nic nie przebije. Raihn był moim ucieleśnieniem marzeń i może właśnie dlatego tak zwlekałam z przeczytaniem “Słowika…”?
Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałam, co autorka może wymyślić. No bo co? Epicka bitwa już była, bohaterowie mieli swoje szczęśliwe zakończenie… Ah, naiwna ja 😂 Broadbent sięga po znany już motyw podróży przez piekło, więc jest ciekawie 😜
Ale cóż to były za emocje! “Słowik…” naszpikowany jest akcją, kolejnym dworem wampirów (Zrodzeni z Krwi), ale przede wszystkim to, jak autorka tworzy bohaterów – moje skamieniałe serce rozpadło się na miliony kawałków (i nie tylko moje 🫠).
Bardzo lubię motyw fanatyzmu religijnego i zdejmowania tych różowych okularów a tutaj to otrzymałam z nawiązką. Mamy bohaterów, którzy przeżyli niejedno, są poturbowanymi duszami w trudnym, okrutnym świecie wampirzej polityki. Mische jest dosłownie Pijącą Światło, ale też jasnym, optymistycznym promykiem, światłem w ciemności, miłością na dwóch nogach, wybawicielką, pocieszycielką. I choć nie lubię aż tak altruistycznych postaci, to ją uwielbiam (zresztą uwielbiałam już w poprzedniej dylogi).
Ale Asar… Och, Cassian ma zdecydowanie konkurencję, bo ten typ nie tylko przebił Raihna w rankingu, ale jeszcze zbliża się niebezpiecznie do podium! Może nie do końca to dokładnie ten typ mojego bohatera, ale coś czuję, że to ideał ❤️
Romans, ach, romans. Autorka zdecydowała się na slow burn z dość ciekawym aspektem przyciągania. To coś pierwotnego, więc tym bardziej interesuje mnie rozwinięcie. Ta dwójka rozumiała się na jakimś innym poziomie, a ja chcę dowiedzieć się więcej! I więcej! (Więcej…)
Polecam, bo to fenomenalna przygoda, epicka seria i moja wielka miłość (w końcu miłość do wampirów nigdy nie rdzewieje) 🧡
“Zabić wampirzego najeźdźcę” to dodatek do serii, który może nie jest super potrzebny, aby zrozumieć fabułę (przynajmniej na razie), ale czymże jest potrzeba dla uniwersum względem genialnej zabawy i pełnej emocji przygody?
Nie wiem, czy bardziej wolę ten świat, bohaterów czy kapryśnych bogów, ale z każdą przeczytaną książką z tego uniwersum ogarnia mnie coraz większe szaleństwo.
W przypadku historii Syliny i Atriusa poznajemy nowych wyznawców kolejnej boginii, ale też kolejny kawałek świata, a główny cel bohaterów wszystkich tomów coraz bardziej się klaruje (chociaż mogę się mylić). Nie jest, co prawda, tak skrupulatnie rozbudowana jak w głównych dylogiach, ale w niczym to nie przeszkadza.
Podoba mi się to, że nawet jeśli autorka tworzy enemies to lovers, to bohaterowie nie są głupio zaślepieni nienawiścią, tylko mają swoje powody, ale też nie są irracjonalnie nastawieni tylko na jedno.
współpraca reklamowa przy "Słowik i serce z kamienia" z Wydawnictwem Hype!
