„Jeden moment” Aleksandra Muraszka, Wydawnictwo Uniesienia 2026
„Jeden moment” to książka, która miała w sobie kilka naprawdę dobrych elementów, ale ostatecznie nie porwała mnie aż tak, jak się spodziewałam. To zdecydowanie bardzo emocjonalna historia i to właśnie jest w większości jej najmocniejszą stroną – między bohaterami od początku czuć ogromne napięcie, a ich wspólna przeszłość sprawia, że ich relacja to coś więcej.
Podobało mi się też to, że autorka nie poszła w całkowicie cukierkowy romans. Jest sporo trudniejszych tematów, bólu, żalu i niewypowiedzianych pretensji. Dzięki temu historia potrafiła momentami naprawdę wciągnąć a kilka scen zrobiło na mnie duże wrażenie. Ogromny plus również za wątek terapii.
Niestety, miałam spory problem z bohaterami. Momentami wydawali po prostu zbyt niedojrzali emocjonalnie, szczególnie jeśli chodzi o sposób komunikacji. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, jak silna była ich początkowa nienawiść wobec siebie. To nie było zwykłe „ona/on jest moją/moim ex i nie rozstaliśmy się w zgodzie”, tylko naprawdę bardzo negatywne emocje i ostre myśli kierowane w drugą stronę. Chwilami aż trudno było mi uwierzyć, że później ta relacja ma skręcić w stronę romansu, bo poziom wzajemnej niechęci był naprawdę ogromny.
Nie do końca kupiłam też cały pomysł związany z rodzeństwem i ich “niedopowiedzeniem”, przez którą bohaterowie zostali wedding plannerami. Dla mnie było to mocno wymuszone i mało realistyczne. Rozumiem, że miał to być punkt wyjścia dla głównych bohaterów i ich miłości, ale sposób, w jaki zostało to rozegrane, bardziej mnie zirytował niż przekonał (szczerze mówiąc, gdyby ktoś bliski zrobił mi coś podobnego, raczej przestałby być bliski). Przez to trudno było mi w pełni wczuć się w tę historię i ten aspekt potraktować całkiem serio (zresztą jakby bohaterowie byli dojrzali, to odrzuciliby tę propozycję, a rodzeństwo zatrudniło niezależnego wedding plannera).
Mimo wszystko nie uważam, żeby była to zła książka. To po prostu mocny średniak — momentami angażujący i emocjonalny, ale jednocześnie mający kilka elementów, które mocno wybijały mnie z historii. Nie jestem już w tym wieku, że kupuję pewne rzeczy bez mrugnięcia okiem.
Dobrze spędziłam przy niej czas, jednak nie opuszczało mnie przeświadczenie, że ta historia to trochę “american dream”.
Książki "Ann Arbor":
Jeden moment | ?
współpraca reklamowa z Wydawnictwem Uniesienia


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz