Kiedy tylko dowiedziałam się o czym będzie ten tom, wiedziałam, że muszę go przeczytać i wiedziałam też, że oszaleję na jego punkcie.
Należę do chyba tego nielicznego grona czytelników, którzy lubią motyw nieplanowanej ciąży i małego bobasa, bo co to ze mną wyprawia… Daddy Theo to zupełnie inny poziom rumienienia się i wzdychania podczas lektury.
Wiedziałam, że “Bez rozwagi” będzie dobra, bo to Elsie, a ona jest aktualnie marką samą w sobie (przynajmniej dla mnie), co oznacza, że:
🫦 będzie gorąco,
🧡 zakocham się w głównym bohaterze
🫦 będzie gorąco
🫠 nie będzie niepotrzebnych dramatów.
Chylę czoła przed autorką za stworzenie Winter, ponieważ Silver podjęła się kreacji trudnego charakteru, który potrzebował podstaw, żeby być autentyczny, ale też nie mogła zanudzać, bo w końcu to romans, ale istnieje też ryzyko stworzenia bohaterki, której nie idzie przełknąć. Ale ja ją uwielbiam! Naprawdę, cudowna, niezależna kobieta, która chociaż miała swoje demony i kompleksy, to starała się myśleć.
Theo… cóż, zdecydowanie Cade pozostaje moim ulubieńcem serii, największą miłością, ale ten bohater wiedział, co powiedzieć. I zarówno jego “niegrzeczna strona”, jak i ta czuła, kochająca była po prostu perfekcyjna.
Czytałam ją z zapartym tchem i serduszkami w oczach. Cudowna historia, taka ciepła, poważna i humorystyczna kiedy trzeba. Zakochałam się po raz kolejny, chociaż myślałam, że już nie mogę czuć więcej do historii Elsie.
Ja po raz kolejny z całego serca polecam książki Elsie Silver, na razie ta jest moją ulubioną, ale już nie mogę się doczekać serii Emerald Lake 💚
.png)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz