„Miłość na linii” B.K. Borison Wydawnictwo Uniesienia 2026
“Miłość na linii” przerosła ona moje najśmielsze oczekiwania.
Historia Lucie i Aidena jest urocza, zabawna i otulająca jak mięciutki kocyk. Byłam jak roztopione masełko z powodu bohaterów, ponieważ ich relacja była zupełnie inna niż preferuję na co dzień, ale też tak bardzo autentyczna, że serduszko piało z zachwytu.
Borison ubiera w słowa to, czym marzy każda romantyczka. Pierwszy rozdział tak bardzo mnie wzruszył, tak bardzo trafił do mojego serca, że ta historia z góry skazana była na sukces.
Bardzo podobała mi się kreacja Lucie. Była mechanikiem samochodowym, matką, członkiem nieco niestandardowej rodziny, w której miłości nie brakuje, ale była też bardzo autentyczna. Autorka jej nie idealizowała, a raczej przedstawiła ludzką.
A Aiden? A Aiden to ideał – po prostu.
Bohaterowie drugoplanowi byli barwnym tłem i fantastycznymi motorem napędowymi dla fabuły. Maya? Genialna. Greyson? Brak mi słów. Jackson? Nie mogę się doczekać jego historii.
Chemia między bohaterami była ciekawa i poruszająca serce. Mamy slow burn (dobry), a oni zaczynają od delikatnej przyjaźni (na szczęście to ta odmiana, którą lubię XD), więc nie towarzyszą nam szalone emocje motywu enemies to lovers. Ale… ugh, jak już dochodzi co do czego… Matko jedyna, matko jedyna – zbierałam szczękę z podłogi.
Wszyscy piszą, że ta historia jest inspirowana filmem “Bezsennością w Seattle”, ale ja niestety tego nie potwierdzę, ponieważ nie oglądałam, ale mogę Was zapewnić, że ta historia tryska humorem, otula serduszko i przyspiesza jego bicie. Jestem zakochana w Aidenie, w Lucie, w tej historii.
Mam ochotę rzucić wszystko i przeczytać pozostałe książki autorki!
współpraca reklamowa z Wydawnictwem Uniesienia
.png)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz