“Jasna noc” to mocna i wzruszająca historia, która dla niektórych może być uzdrowieniem.
Choi napisała historię czterech pokoleń kobiet z jednej rodziny. Na początku myślałam, że będzie to jedna z tych historii, które pokazują leczenie traumy pokoleniowej (i chociaż nie jestem żadną specjalistką), to chodzi raczej w głównej mierze o główną bohaterkę, która załamana i nieszczęśliwa zostawia stolicę za sobą i ucieka, żeby wyleczyć siebie.
Muszę przyznać, że ta historia bardzo mocno rezonowała w moim wnętrzu. Byłam niezwykle poruszona stworzoną przez autorkę historią prababci, babci i samej głównej bohaterki (niestety, postać matki była dla mnie wręcz odpychająca i po prostu nadal myślę o niej z niechęcią). Każda z bohaterek reprezentowała nieco inne spojrzenie, ale możecie mi wierzyć, kiedy prababcia i babcia w pewnym momencie odzyskały swoje głosy, wreszcie powiedziały: NIE – popłakałam się.
Korea Południowa ma dość podobną historię do Polski, więc bardzo łatwo i szybko można zrozumieć pewne aspekty historyczne (jeśli uważało się w szkole), ale uważam, że to głównie los kobiet najbardziej poruszał: życie w patriarchacie, bycie gorszą, bo “urodzenie córki to kara”, bo mąż mógł robić, co chce, a żonie się obrywało – po prostu czułam żal, poczucie niesprawiedliwości, chęć walki za, jak i z głównymi bohaterkami.
Wiele momentów sprawiło, że zalewałam się łzami: bólu, złości czy po prostu smutku. “Jasna noc” to genialna historia o kobiecie w XXI wieku, która słucha historii, która rozpoczęła się ponad 80 lat wcześniej – aby pamięć o niezwykłych kobietach przetrwała.
współpraca barterowa z Wydawnictwem Tajfuny


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz