wtorek, kwietnia 01, 2025

IRON FLAME. ŻELAZNY PŁOMIEŃ | Rebecca Yarros

 „Iron Flame. Żelazny płomień” Rebecca Yarros, przekład Sylwia Chojnacka, Wyd. HYPE 2024

Jeśli miałabym kierować się rozsądkiem, przeczytałabym tę książkę dopiero za dwa lata – a najlepiej wtedy, gdy na horyzoncie pojawi się już ostatni tom. Ale teraz mam ochotę zainspirować się Klausem i dopaść Rebekkę.

Niestety nie udało mi się uchronić przed spoilerami od czasu premiery, co nie znaczy, że nie byłam zaskoczona. Przede wszystkim podobało mi się to, że Violet wróciła do akademii, dzięki czemu mogłam jeszcze raz znaleźć się w jej murach – czułam się, jakbym sama była tam kadetką. Uwielbiam motyw szkoły, a tutaj został on przedstawiony w możliwie najlepszym wydaniu.

No i mamy smoki. Tak się akurat śmiesznie złożyło, że Yarros ponownie tchnęła życie w te stworzenia w naszej literaturze fantasy, co jest cudowne (bo smoki są w mojej top 3 ulubionych stworzeń). A tutaj mamy więzi, sarkastyczne i dumne smoki, jeszcze więcej ich mocy, krwiożerczości i agresji – kocham, ale tylko w wykonaniu smoków.

Jeśli chodzi o bohaterów, poznajemy kilku nowych, ale naszą narratorką niezmiennie pozostaje Vi. Gdybym jej tak bardzo nie lubiła – jej umysłu, dowcipu i lojalności – to dostałaby ode mnie kilka mentalnych kopniaków. Ale to tak na przypomnienie i rozruszanie. Nadal ją uwielbiam i jest dla mnie jedną z najlepszych bohaterek ever.

Jeśli chodzi o Xadena, to kocham go na maksa. Aktualnie zajmuje trzecie miejsce w mojej topce książkowych crushy, zrzucając tym samym Rowana z piedestału. Sorry, ale musi się przesunąć – Cassa i Rhysa nie ruszy.

Co do wątku romantycznego – ta książka to zdecydowanie pozycja 18+ (nie tylko ze względu na sceny erotyczne, ale też lejącą się krew, śmierć i inne masakry). Zresztą pierwszy tom również był 18+, wbrew temu, co twierdzili niektórzy recenzenci, jakoby miało to być YA. Podoba mi się, że autorka dalej rozwijała relację między Vi a Xadenem, pozwalając im się kłócić, dochodzić do głosu, nie rozumieć siebie i stopniowo docierać. Bardzo mnie to urzekło. Uwielbiałam momenty ich kłótni, tak samo jak zmysłowe prorokowanie Xadena, a jednocześnie nie miałam nic przeciwko rozważaniom głównej bohaterki.

Jeśli chodzi o sam techniczny aspekt romansu, uważam, że tutaj było znacznie lepiej. W Fourth Wing czasami brakowało pikanterii i większej chemii, a po przeczytaniu innych książek autorki wiem, że ma ona pewien problem z pisaniem scen intymnych – za to w budowaniu emocji i uczuć osiąga poziom 6+. Tutaj przyciąganie, chemia i namiętność były wręcz namacalne – aż się tym oddychało. Ogromny plus.

Oczywiście uwielbiam również te urocze, słodkie wstawki między bohaterami. Do tego mamy dalej rozwijany motyw found family, wątek rodzeństwa, i oczywiście więzi ze smokami, a także humor, który przewijał się między wierszami – aż morda mi się śmiała. Chociaż jak o tym pomyślę, to miałam banana na twarzy przez cały czas, a nawet pozornie irytujące momenty wcale mnie nie denerwowały.

Przy okazji znowu się zryczałam, znowu oniemiałam i na nowo zakochałam się w tej serii – w bohaterach, smokach, świecie… we wszystkim. Cudowna, pochłaniająca historia, która kolejny raz zatrzęsła moim światem.

Jestem totalną fanką wszystkiego w tej książce – nawet złoli.

W serii:
Fourth Wing. Czwarte skrzydło | Iron Flame. Żelazny płomień | Onyx Storm. Onyksowa burza | ? | ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Wąchając książki , Blogger