“Sto cieni” zaintrygowało mnie przede wszystkim tytułem, ale też zapowiedź historii niczym niepokojący sen. Już tak mam, że oniryzm przemawia do mnie na pewnej płaszczyźnie i czuję nim fascynację.
Bo powieść Hwang jest właśnie fascynująca. Bardzo podobał mi się motyw cieni i ich metaforyczne przesłanie, ale również to, że nie było jednoznaczne.
Czy cień ma symbolizować depresję, rzeczywistość, osobowość?
Poniekąd muszę przyznać, że poczułam się, jakbym czytała poezję – tak sobie właśnie ją przez całe życie wyobrażałam: że mam prawo do własnych interpretacji i nic nie jest złe, bo przemawia z mojego wnętrza.
Historia ta jest niczym sen, coś nieuchwytnego, a jednocześnie normalnego. Jej zamysłem nie są skomplikowane relacje między ludźmi, ale coś bardziej w stylu wzruszenia ramion i powiedzenia: jest, jak jest. To właśnie ta prostota pozwala zrozumieć jak niektóre aspekty życia są dziwne, jak łatwo można się wypalić, jak łatwo można stracić cień.
Jeśli lubicie historie krótkie, senne historie, to ta będzie dla Was. W delikatny, lecz dosadny sposób pokazuje pewne aspekty codzienności.
współpraca barterowa z Wydawnictwem Tajfuny


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz