Nigdy jeszcze nie czytałam takiej historii (a jeśli czytałam, to nie pamiętam, więc chyba się nie liczy, prawda?).
Opinie, które czytałam przed, w trakcie i po premierze Niech żyje zło, były tak skrajne, że nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wiadome było na pewno, że główna bohaterka wkracza między kartki swojej ulubionej książki — i to w skórze czarnego charakteru. I myślę, że autorka dzięki temu zrobiła coś niesamowitego — jestem pod ogromnym wrażeniem.
Najlepsze w tej historii jest to, że ma lekki, może nawet satyryczny ton. Sama główna bohaterka, Rea, kiedy trafia do swojej ulubionej serii, nie wierzy, że wszystko jest prawdziwe, i chociaż naturalnie zna kolej rzeczy, to wszystko może się zmienić. Podobał mi się również dystans, z jakim autorka podchodziła do schematów, często aż je podkreślając i okraszając komentarzem — dokładnie takim samym, jak niektórzy piszą/mówią w swoich opiniach.
Lustereczko, powiedz przecie, kto zmiażdży każdego wroga na świecie?
Chociaż Brennan traktuje bohaterów z dobroduszną kpiną, pokazując ich wady i zalety, obdziera postaci wyjęte rodem z innych książek ze… schematów? 😂 A przy okazji tworzy swój własny typ bohatera — czarnego charakteru, złoczyńcy — który jest prawdziwym majstersztykiem (w końcu złoczyńcy to zawsze bohaterowie drugoplanowi 😉).
Ale żeby nie było tak kolorowo, autorka porusza również trudne kwestie, m.in. choroby. Wśród uśmiechów, kultowych powiedzonek i wielkiego show jest również kilka słodko-gorzkich wspomnień lub wtrąceń, które dosłownie ściągają czytelnika na ziemię. Może to tylko moja teoria, ale mam wrażenie, że autorka świetnie to pokazała — jako różnicę między czytelnikiem a postacią, czytaniem książki a powrotem do rzeczywistości — kolejna ogromna zaleta.
Myślę, że Brennan daje nam coś, czego rzadko możemy doświadczyć. Tworzy schematyczne ideały, aby zaraz strącić „idealność” niczym domek z kart. Możemy nie lubić tych dobrych, a pokochać złych — z pełną świadomością, że warto. Po prostu niesamowita przygoda. Chylę czoła przed autorką.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz